Pod koniec sierpnia, Wałęsa z kilkoma ekspertami pojechali na rozmowy do Warszawy. Kiedy wrócili około 1 w nocy, okazało się, że zdecydowali o końcu strajku, niczego w zamian nie przywożąc. Mazowiecki był naprawdę przygnębiony i zdenerwowany i tłumaczył: „Proszę państwa, tym razem znowu kończymy strajk bez wielkich osiągnięć”. Tak naprawdę to jednak osiągnęli wiele, bo odtąd zaczął się proces, który doprowadził do „Okrągłego Stołu”. Wprawdzie dopiero po kilku miesiącach, ale doprowadził.
Z Basią Madajczyk chodziłyśmy w każdy czwartek na konferencje prasowe Lecha Wałęsy i przekazywałyśmy potem wszystko do radia. Od czasu do czasu dzwoniło np. BBC z zapytaniem: „Pani Joanno, czy są może u pani jacyś robotnicy ze stoczni?” i zazwyczaj byli. Miałam wtedy już trzy aparaty telefoniczne i magnetofon Grundig, przez który wszystkie telefony przechodziły i mieliśmy w związku z tym doskonałe nagłośnienie, a także wszystko się przy okazji nagrywało. Jeśli więc potrzebowali robotników, to każdy siedział w innym pomieszczeniu i można to było dobrze technicznie przeprowadzić.
O Michała się ciągle martwiłam, bo rzadko się odzywał, a zaczął już wtedy pływać na statkach rybackich na Morzu Beringa, na Alasce.
U naszych przyjaciół było różnie. Bernadetta, żona Mariusza Wilka, miała wypadek samochodowy, bardzo poważny. Po długim pobycie w szpitalu wróciła do domu w gipsie od pasa w dół, a potem przez kilka miesięcy wisiała w domu na wyciągu. Straszne to było, a najgorsze, że Mariusz nie zawsze się nią zajmował.
